Czym są tzw. "święta"? Są to dni ustawowo wolne od pracy, które określa wyznaniowe państwo Polskie. Z jednej strony święta definiuje ustawa, a z drugiej strony święta definiują półki sklepowe... A co z ludźmi, którzy nie dają się zwariować? Są zmuszani do ustawowo narzuconego dnia wolnego – dlaczego? Dlaczego jedno wyznanie determinuje (terroryzuje) w te dni cały kraj? Jakim prawem? Taki Pan Kaczyński nie rozumie, że wprowadzając kolejne święta kościelne do ustawy, niczym nie różni się od bin Ladena próbującego przekonać ludzi ogniem i mieczem do jego światopoglądu i jego wyznania. Czym się różni w tych działaniach dzisiejszy kościół od tego kościoła z mrocznych czasów średniowiecza, w których ponad ludźmi stawiano idee z jej ekspansją? To w interesie kościoła katolickiego jest zerwanie z ciemną stroną jego natury. Po co kościołowi sztuczni wierni przyciągani przez dni ustawowo wolne od pracy? Chyba nie chodzi znowu o pieniądze? Bo faktem jest, że takie dni są ogromną religijną kampanią medialną – obiektywnie patrząc jest to darmowa globalna reklama. I w święta do kościoła trafia pewnie ilość osób nie spotykana tam w jakiekolwiek inne dni roku. Prawdopodobnie ludzie ci zostawiają mnóstwo pieniędzy "na tacy". Ale nie o to powinno w tym wszystkim chodzić… To takie podejście potępiał i torpedował biblijny Jezus.
A mogłoby być zupełnie inaczej: normalnie, legalnie, bez zbrodni nawracania ogniem i mieczem. Wystarczyłoby znieść dni ustawowo wolne od pracy a w ich miejsce wprowadzić ustawowy "przywilej" polegający na tym, że pracodawca ma obowiązek udzielenia pracownikowi urlopu w dni święte związane z różnymi wyznaniami (bo dlaczego ma to dotyczyć tylko jednego wyznania).
W takiej sytuacji każdy normalny pracownik miałby zagwarantowane, że święta mógłby spędzić z rodziną w domu (czyli tak jak to ma miejsce dzisiaj). A ci, którzy nie chcieliby się poddawać temu nurtowi mogliby spokojnie robić swoje.
Problem kolejnych dni ustawowo wolnych od pracy jest znacznie głębszy i ma drugie dno. Bo mogłoby być w tym naszym kraju znacznie lepiej. Ledwo się rozkręcamy z tą naszą gospodarką. Ale na pewno nie będzie lepiej, jeżeli nikt nie będzie pracować. Ciągle ktoś dopisuje kolejne święta do listy dni ustawowo wolnych od pracy. A każdy z nas ma urlop. I to dużo urlopu. Wystarczyłoby, żeby zlikwidować święta ustawowo wolne i na początku każdego roku wpisywać wszystkie święta w których chcemy brać udział w harmonogram swoich urlopów. Idea święta ustawowego jest taka, że jest ono po to, żeby każdy miał prawo wziąć czynny udział w takim święcie. I każdy takie prawo by miał. Mógłby wziąć urlop w swoim dniu świątecznym. W jakim celu zatem święta ustawowe!? Ale oczywiście nie. W skorumpowanych wyznaniowo partiach politycznych hipokryzja triumfuje. Wszyscy wiem kto jest głównym sprawcą takiego stanu rzeczy. A może warto coś zmienić? Żebyśmy z zabobonnego zaścianka europy przekształcili się w gospodarczego ogiera. A co na to nasi politycy? Zamiast przyjmować „model urlopowy” dorzucają nam kolejne święta jako dni ustawowo wolne od pracy. Te dni są okradaniem ludzi pracujących. Ale jak to możliwe, ktoś zapyta. Jakie okradanie!? Ano tak. W końcu każdy z nas płaci podatki. A podatki idą w dużej części na pokrycie dziur w gospodarce. A gospodarka kuleje między innymi dlatego, że co chwile ktoś dorzuca kolejne święta które te dziury pogłębiają... Jednym słowem każde niewinnie wyglądające święto okrada nas z 0,3% naszej rocznej pensji! OKRADA. Policzcie, np. przy 10 takich świętach w roku i przykładowych zarobkach 3000zł, święta takie obniżają nasze roczne wynagrodzenie o około 1500zł!!! Ktoś na tym zarabia – ten sam monopolistyczny płatny usługodawca który działa na terenie całej Polski (przy każdej wizycie prosi nas o dobrowolną opłatę), no i oczywiści niektórzy politycy, którzy okradanie nas przekuwają w hasło działania dla naszego dobra.
Żyjemy w kraju w którym jedna organizacja próbuje narzucić nam swój światopogląd i dyktować nam co jest dla nas dobre. Prawo ogólnie na tym właśnie polega, żeby narzucać z góry określony porządek. Ale robi się to tylko w takim zakresie, który jest jakoś sensownie uzasadniony. A dni ustawowo wolne od pracy w święta kościelne? Jedynym ich uzasadnieniem jest: żeby w te dni „dzień święty święcić”. Co się stało z hasłem o niezależności Polski? Słysząc o Państwach wyznaniowych włos się nam jeży na karku, ale belki we własnym oku nie dostrzegamy. A w małym stopniu, ale u nas dzieje się to samo. Nie po to jest prawo, żeby w takich wyznaniowych celach jego nadużywać. Dlaczego ludzie są tak ślepi i nie potrafią dostrzec w swoim postępowaniu tego co krytykują u swoich wrogów? Czyżby ego polityków kompletnie ich zaślepiało? Ludzie, którzy kiedyś walczyli z PRLowskim reżimem dzisiaj próbują takimi samymi metodami narzucać innym swoją religię i obyczaje. Każdemu się wydaje, że to w co wierzy jest najwłaściwsze i dobre – ale nie jest to wystarczający powód, żeby próbować zmusić innych siłą do przyjęcia tego „najwłaściwszego” punktu widzenia. Różni ludzie mają różne poglądy. Różne rzeczy są uważane za słuszne. A nawracanie ogniem i mieczem z pewnością jest złem. Tam gdzie jest to możliwe, należy pozostawiać ludziom wolną wolę – i zdaje się, że w tej kwestii biblijny Bóg myślał tak samo. Na swój sposób był liberałem – w końcu dał nam możliwość wyboru – czy w niego wierzyć, czy nie. Czy świętować jego święta, czy też nie.
Może zatem warto wyrazić święte oburzenie następnym razem jak jakiś geniusz będzie próbował dorzucić kolejny dzień ustawowo wolny od pracy. Warto myśleć o przyszłości. Ale wiadomo, ja też w pierwszej chwili cieszę się jak dziecko na myśl o każdym dniu wolnym. Jednak po chwili namysłu przychodzi taka refleksja jak powyżej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz